Holandia po raz pierwszy

W piątek z samego rana,kiedy słoneczko jeszcze smacznie spało, punkt 4:30 wstałem, zjadłem pożywne „śniadanko”, wziąłem torbę i pojechałem na siłownie.
A dlaczego?
A dlatego, że o godzinie 10 miałem stawić się na lotnisku we Wrocławiu i oczekiwać na lot do Eindhoven.
A trening jest trening, musi zostać odbyty i już.

Tegoroczne przygotowania do sezonu 2019 zacząłem nieco wcześniej.
Core, rollowanie, siłownia, technika biegowa,rower, słowem sporo oczywistości a z drugiej strony, solidna lekcja systematyczności i samodyscypliny (ileż to razy będąc w szkole odpuszczałem trening Core, głupi ja..).
Teraz weszło mi to tak w nawyk, że bez zająkniecia zabieram się za trening gorsetu po śniadanku, super sprawa! Spróbujcie sami 😉

Zaraz, zaraz, nie o tym miałem…
Doleciałem do Eindhhoven, za mną pierwszy dzień, integracja w nowym klubie.
Wspólnie z Frenkym i Tomem, wybraliśmy się na tor do Belgijskiego Gent.
Nie kłamiąc to moja pierwsza, prawdziwa styczność z torem w życiu.
Dzięki chłopakom nie było tak źle, mam nadzieję, że co raz częściej będę mógł korzystać z jazdy na torze i szlifować swoja technikę w tym aspekcie😏

Jutro kolejny dzień, tym razem wspólny trening, sporo kilometrów, zwiedzanie jak strzelam płaskiej i wietrznej Holandii, wspólny obiad i dalsza integracja 🤣.

Tak, wiem, miało być krótko, ale jak to kiedyś powiedziała mi Pani od języka Polskiego:
„Michaś, niezły z Ciebie bajkopisarz”
Rzeczywiście, miała racje😂

W nagrodę za przeczytanie moich wypocin, łapcie trochę zdjęć.

Do jutra 😁

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *